CELEBRITY
Potwierdza się ws. Wiktorowskiego i Świątek. To musiało tak się skończyć
Maciej Synówka i Tomasz Wiktorowski znają się od 20 lat. Był czas, że pierwszy z panów trenował Urszulę Radwańską, drugi Agnieszkę. Przyszło więc im, w pewnym sensie, współpracować. Synówka miał okazję z bliska oglądać, jak jego kolega-trener dochodzi z “Isią” do finału Wielkiego Szlema oraz do 2. miejsca w rankingu WTA.
Teraz, przy okazji wizyty w studiu “Halo tu Wimbledon” w Polsacie Sport, wspomina tę znajomość i początki pracy Wiktorowskiego z Igą Świątek. Ta komitywa musiała skończyć się w jeden możliwy sposób – sukcesami Polki.
Przyszła współpraca z Igą Świątek i natychmiastowy efekt – została liderką światowego zestawienia, dominowała, wygrywała turnieje wielkoszlemowe
Ujawnia, z jakim nastawieniem Tomasz Wiktorowski wszedł do sztabu szkoleniowego Igi Świątek i co oświadczył już na samym wstępie.
Oto co Wiktorowski powiedział od razu po wejściu do sztabu Świątek
“Tomek był pierwszą osobą, która weszła do sztabu i powiedziała: ‘Pracujemy po to, żeby być numerem jeden’. On nadał zupełnie inny kierunek niż dotychczas. Wiedział, jak podzielić sztab i jak pracować z takim sztabem” – opowiada Maciej Synówka.
Jego atuty dostrzegła Naomi Osaka, która – po wygraniu meczu z Aryną Sabalenką na Wimbledonie – nie szczędziła miłych słów pod adresem polskiego szkoleniowca. Gdy zapytano ją o przyczynę poprawy gry, od razu wskazała na Wiktorowskiego.
Synówka nie dziwi się tej wypowiedzi. Sądzi, że już na początkowym etapie współpracy z Japonką Tomasz Wiktorowski miał określony plan, nad czym i jak pracować. Dał podopiecznej dużo swobody.
“Trzeba było zbudować trochę dystansu, pozwolić Naomi, żeby odzyskała świeżość i radość z gry. Widzimy, że Tomek dał jej możliwość, aby rozwijała się choćby poprzez stroje, zachowania” – zaznacza ekspert.
A na koniec nie szczędzi słów uznania pod adresem uznanego szkoleniowca. Wyjaśnia, w czym – jego zdaniem – tkwi klucz do sukcesu.
“Myślę, że wielkość Tomka polega na tym, że jest świetnym obserwatorem i organizatorem procesu szkoleniowego. Potrafi popatrzeć na zawodniczkę z perspektywy całego sezonu, a nawet dwóch czy trzech. To jest jego wartość” – podsumowuje.