NEWS
Zmiennik kierowcy zdradza co powiedział mu kierowca przed i po tragicznym wypadku autokaru
Miał świadomość, że chce dojechać właśnie do tego miejsca.
Grzegorz Wojtoń stwierdził w rozmowie z „Super Expressem”, że zabrakło tych 2 kilometrów, aby dotrzeć na parking.
Po wypadku Robert nie był jednak w stanie wyjaśnić, co dokładnie doprowadziło do tragedii.
Według relacji zmiennika powtarzał jedynie, że nie wie, co się stało.
Nie było też czasu na dłuższą rozmowę, ponieważ wokół trwała dramatyczna akcja ratunkowa.
Grzegorz Wojtoń mówił, że cały czas aktywnie pomagał poszkodowanym.
Dostarczano koce i wodę.
Osobom brudnym lub zakrwawionym przemywano twarze.
Wojtoń opowiadał również o jednym z uczestników podróży, u którego pojawiło się podejrzenie problemów z sercem.
Mężczyzna miał wcześniej operację, dlatego istniała obawa, że może dochodzić do zawału.
Wojtoń pobiegł wtedy po służby, aby ratownicy zeszli do poszkodowanego, podłączyli go do urządzenia i udzielili mu pomocy.
Jak relacjonował, po katastrofie cały czas coś się działo.
Jego opis pokazuje, że bezpośrednio po wypadku uwaga osób, które mogły się poruszać, skupiała się przede wszystkim na ratowaniu rannych.
Dopiero później zaczęto dokładniej odtwarzać, co mogło doprowadzić do tragedii.
Po katastrofie pojawiły się również pytania o stan zdrowia kierowcy przed rozpoczęciem jazdy.
„Super Express” zapytał Grzegorza Wojtonia, czy Robert chorował albo zgłaszał wcześniej jakiekolwiek dolegliwości, które mogłyby doprowadzić na przykład do zasłabnięcia.
Wojtoń odpowiedział, że nic mu na ten temat nie wiadomo.
Podkreślił, że nie może potwierdzić takiego scenariusza.
Zaznaczył jednocześnie, że kierowca posiadał wymagane uprawnienia, badania psychotechniczne oraz badania lekarskie.
Według niego wszystkie dokumenty były aktualne.
Wojtoń stwierdził, że skoro lekarz dopuścił kierowcę do pracy, a jego stan zdrowia nie wskazywał na zakaz prowadzenia pojazdu, to insynuacje i domysły należy odłożyć na bok.
Podkreślił, że przed rozpoczęciem zmiany Robert zapewniał go o dobrym samopoczuciu.
Na obecnym etapie jedną z rozpatrywanych wersji pozostaje możliwość zaśnięcia kierowcy za kierownicą.
Grzegorz Wojtoń nie przesądza jednak przyczyn wypadku.
Z jego relacji wynika, że przed zmianą nie zauważył niczego, co mogłoby wskazywać na problemy zmiennika.
Sprawa ma już także wymiar karny.
Mężczyzna prowadzący autokar w chwili katastrofy usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania wypadku drogowego skutkującego śmiercią wielu osób.
Decyzją węgierskiego sądu został aresztowany na 30 dni.
Śledczy będą teraz ustalać, co dokładnie wydarzyło się na autostradzie M3.